Gdy spaceruję przez las słyszę wasze kroki,
pełne bólu i cierpienia,
pełnie chciwości i udręki.
Zatrzymuje się, rozglądam dookoła.
Szukam was, tych którzy dawno temu opuścili mnie.
Słyszę, lecz nie widzę,
widzę, lecz nie słyszę.
Wyciągam przed siebie łapę,
próbując chwycić wasze zanikające w oddali głosy.
Was jednak tu nie ma,
wasze wspomnienia przelatują przez moją sierść,
niczym wiatr przez pole pszenicy.
Unoszę moją głowę,
wołam was.
Nie odpowiadacie,
przeminął wasz czas.
Coraz trudniej mi stawiać każdy krok,
każdy oddech przynosi ból.
''Dokąd zmierzam?'' pytam sam siebie,
podążając za waszymi głosami.
Ciemność ogarnia las,
jak noc ciemna po dniu srebrzystym nadchodzi.
A może to moje oczy zmęczone,
mgłą czarną jak smoła zachodzą?
Opadam z sił,
moje łapy łamią się jak patyki.
Upadam na ziemię,
lecz nie czuję bólu.
Unoszę głowę,
nastawiam uszy.
Słyszę głosy,
chcę im odpowiedzieć.
Lecz nie mogę,
bowiem mój pysk zamilknął już wiele lat temu,
bowiem ja, znękany,
psem uległym mego pana jestem nazywany.
Głośno westchnąłem i odłożyłem pióro na leżącą koło mnie chustkę. Przyjrzałem się wersom liter, starannie wykaligrafowanych. Delikatnie przejechałem łapą po stronicy, jakbym chciał poczuć siłę zawartą w tamtych słowach. Kochałem swoje dawne życie. Robiłem to co kochałem. Wykonywałem czyjeś rozkazy, mimo że sam byłem niezależny. Teraz jednak nie mogę już tam wrócić. Uśmiechnąłem się delikatnie i oparłem głowę na łapach, wpatrując się w balansujący w kominku ogień. Przez jeden, jakże drobny błąd straciłem wszystko. Pracę, dom, pracodawcę, podległe mi armie i coś co kochałem. Tak samo, w jednej krótkiej chwili zyskałem to wszystko, tylko inaczej. Mam swój dom, miejsce do którego należę, watahę i coś co kocham, spokój. Życie w ciągłym stresie i najwyższej czujności podobało mi się, jednak kiedy znudzę się jedną zabawką, wyrzucam ją żeby znaleźć inną. Nie ma dla mnie znaczenia, czy podążam ścieżką dobra, czy zła, o ile będę miał z tego korzyści i zabawę. Nie obchodzi mnie dla kogo, jak i w jakim celu będę pracował. Nie mogę jednak powiedzieć, że jestem samolubny, ponieważ sam nie czerpię radości z robienia rzeczy na swoją korzyść. Mogę powiedzieć, że jestem jak maszyna ciesząca się z czyjegoś cierpienia. Czerpiąca radość z oglądania popadających w ruinę rodów. Inni mówią, że nie jestem szczery ze sobą, że nigdy moja twarz nie przedstawia tego co myślę. To prawda, ponieważ jak przedstawić pustkę? Moja głowa została tak wypełniona kalkulacjami, obliczeniami, szczegółami i faktami, że w miejscu uczuć pojawił się tylko ten głos, którym określam swoje uczucia i który jest jedyną rzeczą, na podstawie której utrzymuję, że nadal jestem wilkiem. Takim zwykłym jak wszystkie. Potrafiącym kochać, płakać i współczuć. Przyłożyłem łapę do pyska, by stłumić wydobywający się ze mnie śmiech.
'Czy ja kiedykolwiek przestanę się oszukiwać?'
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz