- Dobry wieczór - powiedziała cicho wadera i wpatrzyła się w ogromny, pomarańczowy okrąg ponad drzewami. Ściemniało się, więc mrok powoli nas ogarniał, lecz nadal było ciepło. Uśmiechnąłem się i z głęboki westchnięciem przeciągnąłem.
- Dobry~
- Jak twoje rany? - słysząc jej pytanie popatrzyłem na swoje łapy. Nie miałem już na sobie bandaży, lecz szwy pokrywające moją skórę dość mocno rzucały się w oczy. Przypatrzyłem się im uważnie. Dobrze widziałem, że nie jest to robota pierwszej klasy, ale i tak mi wyszłoby to pewnie gorzej. Spojrzałem ponownie na wilczycę. Nie potrzebowałem dużo czasu, aby w jej utkwionym przed siebie wzroku ujrzeć troskę. Nagle wadera spojrzała na mnie. Nie chcąc wyglądać na jakiegoś idiotę, szybko odwróciłem głowę, spoglądając na moje łapy.
- Em... chyba wszystko w porządku. Nie wiem. Nie znam się - zaśmiałem się. Ciekawiło mnie co one sobie o mnie myślały? Jak łatwo wiernym trzeba być, aby 'przygarnąć' jakiegoś dziwnego, poranionego wilka, na którego jest nasłany cały pościg? Co jeśli byłbym jakimś mordercą. Zaśmiałem się w duchu, a na moim pysku pojawił się kwaśny uśmiech. Jestem mordercą. Nagle siedząca obok mnie wilczyca podniosła się, przerywając mój tok myśli.
- Zaczekaj chwilkę - powiedziała, po czym uśmiechnęła się delikatnie. - Zaraz zobaczysz coś niesamowitego
- Tsh. Widziałem już tyle, że nic mnie nie zaskoczy - zażartowałem. - Bo niby co? Księżyc mi tu wzniesiesz?
- Zaraz zobaczysz
- Nie próbuj mnie zaskoczyć. Wiem już wystarczająco dużo, Roxolanne, córko Bring The Horizon i Eagle Eye. Dawny koniu, obecny wilczurze. Pani księżyca, podobno w dobrych stosunkach ze znanym mordercą~ - wyrecytowałem jak z formułki, a perfidny uśmiech nie schodził z mojego pyska.
- Skąd wiesz? - zaskoczona wilczyca przez chwilę straciła kontrolę nad swoją obojętnością.
- Kiedyś obiłaś mi się o uszy, podczas mojej pracy, a resztę to z twojego pamiętnika. Swoją drogą, kto głupi kładzi swój pamiętnik pod dywanem? - mówiąc ostatnie zdanie zacząłem się śmiać, więc byłem zmuszony zakryć pysk łapami.
- Nie grzebie się w cudzych rzeczach - prychnęła i odwróciła się tyłem. Jakby na to nie patrzeć moja praca od zawsze polegała na obserwowaniu, słuchaniu, grzebaniu w czyiś rzeczach i co więcej - zabieraniu ich. Niech się cieszy, że odłożyłem go na miejsce. Tak w ogóle, to ten myślał, że wszyscy będą na tyle głupi, aby nie zauważyć, że w jednym miejscu dywan jest o kilka milimetrów szerszy? Hm, w sumie to całkiem niezła taktyka. Jednak nie na mnie.
Nagle usłyszałem dziwny dźwięk. Oderwałem się od swoich myśli i spojrzałem na waderę stojącą pośrodku łąki. Dobrze wiedziałem, co się teraz stanie. Podparłem pysk łapą i ułożyłem się w wygodniej pozie, jakbym miał za chwilę oglądać film. W końcu oglądanie sceny wznoszenia księżyca z bliska nie jest jednym z moich codziennych zajęć. Przyglądałem się wilczycy, która otaczała złota powłoka. Z uwagą obserwowałem każdy ruch. Gdybym odkrył dokładnie 'skrypt' jej mocy, mógłbym go spisać i sprzedać jakiemuś wilkowi z magią gwiazd za spore pieniądze. Mógłbym ją również wykorzystać samemu, ale po co umiejętność wznoszenia księżyca? Obecnie moc na którą poluję jest 'skrypt' do Boskiej mocy niewidzialności, lub jeden z boskich artefaktów umożliwiającym mi stanie się przeźroczystym. Wadera schyliła się lekko, napinając mięśnie. Najwyraźniej zaklęcie potrzebowało dużego wysiłku. Po chwili zobaczyłem biały krąg, powoli pojawiający się na granatowym niebie. Szybko jednak powróciłem wzrokiem do Roxolanne. Nie chciałem przeoczyć najmniejszego ruchu, czy słowa. Byłem pewny, że uchwyciłem dokładnie wszystko, jednak po posklejaniu części 'skryptu' w głowie, okazało się, że brakuje mu wielu elementów. Przekląłem cicho pod nosem, patrząc z uśmiechem jak wraca na taras.
- I jak? - spytała, spoglądając na mnie z dumną miną.
- Normalnie - prychnąłem. Widząc, jak wilczyca krzywi się kontynuowałem. - Tam gdzie wcześniej mieszkałem wschodził tak samo - oczywiście to nie była prawda. Tam gdzie mieszkałem, nie było widać księżyca, ani gwiazd przez chmurę pyłu i dymu zakrywającą miasto, ani w kanałach, poprzez grube ściany rur. Teraz też nie przyglądałem się za specjalnie. Dużo bardziej interesowało mnie zdobycie jej mocy.
- Zawsze jakiś komplement - westchnęła. - Hej, jak długo zamierzasz tu zostać?
- Uh? - dopiero po chwili zrozumiałem, że miała na myśli jej dom. - Nie wiem. Czuje się już lepiej, wiec pewnie będę niedługo wracał
- Aaaa... masz gdzie wrócić? - spytała delikatnie. No tak. Patrząc na ten pościg goniący mnie tamtego dnia można słusznie uznać, że jestem jakimś zbiegiem. Zawsze byłem.
- Powiedzmy - uśmiechnąłem się tajemniczo. I tak prawdopodobnie wcześniej zatrzymam się w jakiejś jaskini na miesiąc, aż moje rany kompletnie wyzdrowieją. A następnie wrócę do domu i osobiście zajmę się tymi, który mnie tak urządzili.
- A może chciałbyś zostać tutaj? - zaproponowała, lekko się uśmiechając. Uniosłem podejrzliwie jedną brew. Ta biała wariatka nie wystarczała jej do towarzystwa?
- Co masz przez to na myśli? - w duchu modliłem się, żeby dała mi w końcu spokój. Poleżę tu jeszcze z kilka dni, potem spakuję manatki i spieprzę stąd w ekspresowym tempie, nie przeszkadzając już w ich życiu.
- No... jestem przywódczynią watahy. Na razie nie liczy jeszcze wielu członków, ale, no wiesz... może chciałbyś dołączyć? No i są tuta, w Overhill różne ładne domy, mógłbyś w jakimś zamieszkać - słysząc jej słowa słowa lekko się skrzywiłem. Czy ona sugerowała, że mam tu zostać? Choć swoją drogą własny, wygodny i ciepły dom brzmiał kusząco. Machnąłem łapą, urywając jej wypowiedź.
- Interesująca propozycja. Chciałbym jednak podkreślić jedno - mówiąc to przybliżyłem się do niej oparłem łapę na jej klatce piersiowej, jednocześnie drwiąco się uśmiechając. - Nie lubię pracy w grupie. Nie uznaję watah. Mi pasuje tylko jeden układ. JA mówię ONI słuchają - powiedziałem, szczególnie akcentując te dwa wyrazy. Na początku mojej pracy wykonywałem rozkazy, bo były proste. Wykonać zlecenie. To prawie tak samo, jakbym sam wydał sobie taki rozkaz. Lecz jak wielka jest różnica między tym, a słuchaniem każdego słowa przywódcy? To niczym słuchanie króla. On mówi, a my swoje. Jedyna satysfakcjonująca mnie pozycja, to ta, w której rozkazuje innym. Ta, w której to oni poruszają się według moich słów, niczym ciągani z sznurki, jak kukiełki. Jak umarli.
- Kim ty jesteś? - spytała. Słysząc jej słowa zachichotałem cicho.
- Stosowniej byłoby zapytać się kim byłem - spojrzałem na nią wzrokiem pełnym wyższości. - Kim jestem? Wygląda na to, że członkiem Overhill...
- Uh? Ru...
- WITAJ W OVERHILL! - nagle z domu wyskoczyła Greenie, a z trzymanego przez nią pudełka wysypały się serpentyny i konfetti. Zasłoniłem łapą pysk, aby uchronić się przed spadającym 'śmieciami' co oczywiście nie dało większego skutku.
- Green Day?! Podsłuchiwałaś? Od kiedy? - lekko zaskoczona, jak i zirytowana Roxolanne podniosła się na nogi.
- Od... - zaczęła szamanka.
- Początku - powiedzieliśmy obydwoje, Green i ja w tym samy momencie. Ta szybko odwróciła się w moja stronę.
- Czytasz mi w myślach?! - zawołała, łapiąc mnie za ramiona i mocno trzęsąc. Jakimś cudem udało mi się wyrwać z jej uchwytu i odzyskać równowagę.
- Nie, ale tak bardzo wierciłaś się przy tych drzwiach, że było cię słychać. Nie nadawałabyś się na szpiega - kiedy to powiedziałem obie zdziwione wadery wlepiły we mnie swoje oczy.
- Ja nic nie słyszałam - stwierdziła Roxolanne, która teoretycznie powinna słyszeć głośniej, ponieważ siedziała bliżej drzwi.
- Bo nie skupiałaś się na niczym więcej niż naszej rozmowie - odparłem, poprawiając rozczochrane włosy. Co prawda moją głowę też cały czas atakowały miliony myśli, ale już się przyzwyczaiłem do wyłapywania takich dźwięków. - A pozatym, to mam moc wyostrzającą mój słuch, wzrok, węch i inne zmysły - dodałem, jakby było to coś normalnego.
- Uh? Taka magia istnieje? - czarnuch wyglądał na zainteresowanego. Aż nie mogłem uwierzyć, że nie przeczytała nic o tym w tych swoich księgach. Gdy nudziło mi się, czytałem jej książki. Choć właściwie to czytanie to za dużo powiedziane. Moje czytanie literka po literce trochę by pewnie zajęło, wiec tylko oglądałem obrazki. Nie no, żart. Umiem czytać.
- Magia Etyczno, Nudząca To Analiza Liryki I Zamknięcie Marketu* - zaśmiałem się widząc ich skrzywione miny. Ciekawe czy odgadły co właśnie powiedziałem. Zaśmiałem się cicho i machnąłem łapą. - Dobra. To miałem dostać jakąś villę, co? - spytałem, układając się na tarasie i szeroko uśmiechając.
- Tak. Oprowadzimy cię jutro to jakąś wybierzesz - odpowiedziała czarnula, podnosząc się i prawdopodobnie kierując w stronę drzwi, a następnie sypialni.
- Już wiem gdzie chcę mieszkać. Ulica Silverscythe. Tam znajduje się tylko jednej dom, mam rację? - słysząc moje słowa wilczyca zatrzymała się w progu i odwróciła głowę.
- Skąd ty... - przerwała, najwyraźniej uznając, że nie dostanie zbyt ambitnej odpowiedzi na to pytanie. - To jest to zapomniane laboratorium - powiedziała cicho.
- Fajnie. Zawsze chciałem pobawić się w chemika - Roxolanne spojrzała na mnie z miną 'zapomnij, jeszcze coś wysadzisz'. Uśmiechnąłem się w jej stronę. - Spokojnie. Już nie pierwszy raz to robię, jestem w tym doświadczony - zapewniłem je, chociaż nie wyglądały na przekonane.
- A rób co chcesz, o ile wyprowadzisz się z mojego domu - zaśmiałem się cicho. - Pomóc ci z twoimi rzeczami?
- Jakimi moimi rzeczami? - prychnąłem, wymownie machając łapami. Dosłownie wszystkie moje rzeczy zostały w moim dawnym domu.
- Fakt. Wybierzesz się potem ze mną na bazar to kupię ci potrzebne przedmioty, dobrze? - przez chwilę zauważyłem w jej oczach nutkę zatroskania.
- To kiedy będę mógł się wprowadzić?
- Jutro - uśmiechnęła się i weszła do mieszkania. Dałem jej znak łapą, że chcę jeszcze chwilę zostać na dworzu. Gdy drzwi się zamknęły ogarnęła mnie ciemność. Wciągnąłem głęboko zapach nocnego sosnowego lasu. To się pięknie urządziłem. Ciekawe co będzie daje...
<THE END>
Raveneliss Manor - inaczej Krucza posiadłość. Jest jedynym domem położonym w Białym Borze, na ulicy Silverscythe. Obecnie zamieszkuje go Ruka. Na tyłach domu znajduje się obszerny cmentarz, a w środku znajduje się m.in. biblioteka i kilka laboratoriów.
Podziemne Laboratorium Chemiczne
Salon (przykład pokoi)
Sypialnia Ruki
Podziemne Laboratorium Fizyczne
Cmentarz na tyłach domu
* Wielkie litery nie są tam przypadkowo. Gdy połączymy pierwsze litery tych wyrazów wychodzi 'Mentalizm'
