Od Hunter'a do Roxolanne
Obudziłem się.. w krzakach. Taak, wczoraj wieczorem padłem ze zmęczenia po mojej codziennej tułaczce przez Telrian. Cudownie, prawda? Jednak moje uczucie pragnienia zmusiło mnie do wstania. Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to było to wyruszenie nad Ice Lake. "Przyjemnie tam i cicho." - Szukałem argumentów, czemu akurat tam miałbym wyruszyć. W sumie nie mam nic do roboty, a mój dzień wygląda dzień w dzień tak samo - można mnie porównać do włóczęgi. Przeciągnąłem się i rozłożyłem skrzydła. Pora, by zacząć pełen tułaczki dzień. W niektórych miejscach leżał po części roztopiony śnieg, lecz nie stanął mi na drodze - w końcu ja tam POLECĘ, nie PÓJDĘ. Wzbiłem się w powietrze trzepocząc moimi czarnymi jak noc skrzydłami. Rozejrzałem się. "O tak, to w tamtą stronę!" - Od razu wypatrzyłem mały, niebieski owal, leżący na północy. Kierowałem się w tą stronę. Wiatr mi nie sprzyjał, więc od razu zapanowałem nad sytuacją i zmieniłem jego kierunek. Wystarczyło o tym pomyśleć, i już miało się pogodę na zawołanie. Jednak wilki panujące nad pogodą nie mogą zbyt często wykorzystywać swoich umiejętności - jak zajdzie prawdziwa potrzeba, może zabraknąć nam sił. Przygotowałem się do lądowania. "Nie jestem tu sam." - Przy brzegu piła czarna wadera pokryta złotymi runami. Zbliżyłem się i zagadałem.
- Cześć, jestem Hunter. - Podszedłem bliżej.
<Roxolanne? ^^ >
Szablon wykonany przez Jill
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz