Alternatywny tekst

piątek, 29 stycznia 2016

Od Huntera C.D Roxolanne (C.D chętny)


- W sumie nie planowałem nigdy dołączenia do stada, ale jeśli tak ładnie prosisz, to oczywiście, aż tak wielkim introwertykiem nie jestem. - Zaśmiałem się ponuro. Ja i moje poczucie humoru, jesteśmy zgraną parą.
- Aha. To świetnie! - Wadera zwróciła chyba tylko uwagę na 'oczywiście', a resztą zdania się nie przejęła, przynajmniej nie specjalnie. - Napiję się i idziemy obejrzeć chaty. Zapoznam Cię z Green Day!
- Mhym, oczywiście. - No dobra, może jestem trochę introwertykiem, a już na pewno na początku jestem nietowarzyski, wiem. Chyba po prostu ta Roxolanne zrobiła na mnie zbyt duże wrażenie. "Hunter, opanuj się! Takiemu basiorowi jak ty nie wypada oceniać po wyglądzie, masz być ostrożny!" - Zganiłem sam siebie w myślach. 
- Może też się napij, zanim wyruszymy w drogę. - Wilczyca schyliła się i zaczęła pić, a ja dołączyłem. Po chwili zaczęła iść, a ja za nią, bo chyba to miałem zrobić. Zaczął padać deszcz i mokre krople zaczęły na nas spadać.
- No nie, jeszcze mamy trochę drogi, nasze futro będzie przemoknięte jak sucha nitka! - Roxolanne była trochę zawiedziona, ale miałem na to sposób.
- Mogę rozłożyć skrzydła i Cię okryć, lub wywołać słońce. - Wadera zatrzymała się i wpatrywała się we mnie trochę zdziwiona.
- Mam rozumieć, że panujesz nad pogodą? - Spytała podejrzliwie.
- Tak, wilk panujący nad pogodą we własnej osobie.
- Może to drugie. - Jak na zawołanie ulewa ustała, a na niebo wyszło słońce i dalej szliśmy w dobrych warunkach atmosferycznych, nie licząc powiewów wiatru. Jak na porę roku, jaką była zima, było ciepło i śnieg szybko stopniał. No ale co mi to przeszkadzało - w końcu mam na to wpływ. 
- Co powiesz na tą? - Wyrwałem się z moich zamyśleń i wadera pokazała mi szałas zrobiony z patyków, ale nie przypadł mi do gustu, oczekiwałem czegoś lepszego i trwalszego. Tym razem odeszliśmy trochę dalej. Przed moimi niebieskimi oczami ukazała się chata, w dodatku nie taka zła. Chata, czy szałas, wszystko jedno, była ok.


- Może być, wystarczy jak dla mnie. - Nie czekając na pozwolenie Roxolanne wszedłem do środka. W środku leżało posłanie zrobione z paru, dużych liści, czarnego, grubego koca. Nad tym postawiona została drewniana półka, która miała zapewne służyć na postawienie zdjęcia, obrazka, czy czegokolwiek. Leżała tam jedna księga, której lekturę postanowiłem odłożyć na wieczór. 
- Nie jest tu jakoś specjalnie dużo mebli, ale na te tereny dopiero wkroczyliśmy. Z czasem się rozwinie.
- Wiem, to jest oczywiste. Nic na początku nie jest najlepsze, co jest moją opinią.
- No to zostawiam Cię samego, muszę znaleźć Greenie! - Wtem czarny, pokryty złotymi runami wilk wyskoczył i pobiegł w stronę lasu. Musiałem zostać tu sam, lecz oczywiście nie chciałem marnować dnia na lekturę książki. "Przejdę się, co mi szkodzi." - Pomyślałem. Otworzyłem drzwi i wyszedłem na zewnątrz zażywając świeżego powietrza. Postanowiłem przejść, a raczej przelecieć się do Gór Szarych. Może nawet kogoś tam spotkam. Gdy byłem na wystarczającej wysokości przede mną stanęła mgła i wyłonił się wilk.

<Wilku? Wadera/basior, obojętnie.>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Szablon wykonany przez Jill