Alternatywny tekst

piątek, 19 lutego 2016

Hunter C.D Roxolanne

- Nie ma sprawy. Zawsze chętnie. – Popatrzyłem głęboko w ni to złote, ni to czarne, lśniące oczy wadery. Wzrok nasz na chwilę się spotkał. Zaraz potem samica go ode mnie odwróciła, a skierowała go w stronę lasu. Nie wiedziałem, jak daleko sięga wzrokiem. Nie miałem ochoty wiedzieć.
- Jakieś propozycje dotyczące celu naszej wędrówki? – Nadal wpatrywałem się w Roxolanne jak zaczarowany. 
- Byłeś może w Ciemnej Puszczy? – Zaprzeczyłem głową w geście odpowiedzi na pytanie wilczycy.
Ona również skinieniem głowy nakazała mi podążanie za sobą. Pod łapami posiadaliśmy leśny grunt, gdyż wkraczaliśmy na teren lasu. Przyglądały nam się natrętne ptaki, które przeskakiwały z gałęzi na gałąź. Ich trele wcale nam nie przeszkadzały, wręcz dodawały uroku temu miejscu. Kąciki mojego pyska lekko się uniosły, ale zaraz potem powróciły do przeciętnego stanu. Las nie przypominał ani trochę Lasu Kaskady, była to raczej Brzozowa Alejka. Pierwszy teren, który odkryłem podczas mojego pobytu w watasze. Wydałem z siebie głębokie westchnienie, westchnienie zadowolenia. Na moim pysku ukazał się szeroki uśmiech, miejsce było urocze – idealne na spacer. 
- Po raz pierwszy widzę ten teren. – W oczach wadery widoczne było zaskoczenie. 
- Ja również. – Odparłem krótko. Miałem zamiar cieszyć się otaczającą mnie przyrodą. Pogoda była w miarę słoneczna, na niebie wisiały tylko pojedyncze chmurki. Wyglądały tak, jakby zrobione były z waty cukrowej. Chciałoby się wyciągnąć łapę, urwać kawałek i poczuć nieznany dotąd zapach chmur. Być może moja wyobraźnia pozwoliła sobie na zbyt dużo – od kiedy wilki jedzą watę cukrową? Żadne z nas się nie odzywało, pogrążeni byliśmy w swoich własnych myślach. Wyobrażałem sobie ten spacer bardziej… rozmowny, jeśli mogę tak to ująć. Nie chciałem tego przekreślić. Musiałem coś powiedzieć.
- Czy mogłabyś mi opowiedzieć trochę o miejscu, do którego się wybieramy? – Próbowałem wypowiedzieć to pytanie z jak największym akcentem wyrażającym, iż jestem tego ciekaw. Wyszło mi to przeciętnie.
- Zobaczysz. – Na pysku Roxolanne ujrzałem tajemniczy uśmiech. Po karku przebiegł mi dreszcz. Nie wiedziałem nawet, czy mogę sugerować się nazwą. 
Dróżka gwałtownie skręciła w prawo. Brzozy rozrzedzały się, było ich coraz mniej. Zrobiło mi się trochę przykro, może to śmieszne, ale mi osobiście bardzo podobała się przemierzana wcześniej Alejka. Wpatrywałem się w moją przewodniczkę, jednak ona nadal patrzyła się prosto, gdzieś w dal. Nawet nie zwróciła uwagi, że jej się przyglądam. Dla żartu chuchnąłem w ucho towarzyszki.

< Roxo? Przepraszam, że dopiero teraz. Ciekawe, czy Hunter pozwolił sobie na zbyt śmiały czyn :D >

czwartek, 11 lutego 2016

Od Roxolanne C.D. Hunter

- Nie. Nic Cię nie ominęło. - zmierzyłam wzrokiem beszczelnego wilka stojącego przede mną, a następnie popatrzyłam na Huntera. - Właśnie idę nad jezioro. - wycedziłam zniżając lekko głowę i robiąc pierwsze kroki.
- Czee! Idę z Tobą! Mogę, nie? - krzyknął radośnie Hunter
- Jeśli chcesz.. - mruknęłam pod nosem. Koniec końców, gdy byliśmy już poza domami, basior odezwał się.
- Słuchaj... Ty chyba nie lubisz Ruki? - szepnął.
- Irytuje mnie. - bąknęłam.
- No.. rzeczywiście mówi jakby był wszechwiedzący.. ale..
- Jesteśmy na miejscu. - przerwałam nagle. Nie miałam ochoty słyszeć już nic na temat tego zepsionego dziecka. Podeszłam do wody i zaczerpnęłam jej trochę do manierki. Potem sama się jej napiłam. Spojrzałam badawczo na basiora. Chciałam być miła. Znowu mi nie wyszło. Potrząsnęłam głową. Nie mogę być taka niedostępna i wredna.. Podeszłam bliżej do wilka. Nie zauważył.
- Bu. - szepnęłam.
Odwrócił się i z głupią miną popatrzył na mnie. Zaśmiałam się.
 - Co byś powiedział na wspólny spacer w milszej atmosferze? - zapytałam. Uśmiechnął się. To dobry znak.

Hunter? :v BW

środa, 10 lutego 2016

Od Ruki C.D. Hunter

- Heh, Dobry! - dopiero teraz ujrzałem białego wilczura stojącego na tarasie. Oczywiście, wiedziałem że tam jest już 5 minut temu. Wynurzyłem się z otaczającej mnie, mętnej bieli, tak samo jak zawsze kiedy przygotowywałem się do ataku. Tym razem nie zamierzałem jednak sięgać od razu po broń. Nie jestem co prawda słabeuszem, ale uważam że sprytem można przewyższyć i siłę mięśni. Zbliżyłem się do niego, fałszywie się uśmiechając i lekko ukłoniłem. - Ruka
- Co? - basior lekko wychylił się za barierkę, aby mi się przyjrzeć. Ja nie musiałem wytężać wzroku, aby dostrzec jego białą jak śnieg sierść i szare, krucze skrzydła. Lekko zaskoczona jak i pełna spokoju twarz wilka nie zdradzała niczego szczególnego. Oczy wilczura miały jasnoniebieski kolor i były pełne inteligentnej głębi. Jego ruchy były kontrolowane i nie rozpraszał swojej uwagi, co mogło oznaczać, że pochodzi z jakiegoś szlacheckiego rodu, lub ma spokojny i zrównoważony charakter.
- Imię. Ruka - zaśmiałem się cicho, udając postawę radosnego śmieszka. Oparłem przednie łapy na brzegu werandy i spojrzałem w górę, na jego pysk.
- Ah. Hunter - odpowiedział wilk, uważnie mi się przyglądając. Najwyraźniej nie był łatwo wierny.
- Mieszkasz tutaj? - spytałem, bawiąc się piórem, które spadło z jednego z jego skrzydeł, aby zmniejszyć jego uwagę.
- Jeszcze nie, ale może będę... - Huter przeniósł wzrok na mgłę znajdującą się za mną. Każdy inny mógłby stwierdzić, że wypatruje kogoś lub czegoś, ale w takim przypadku jego źrenice poruszałyby się w nieregularny sposób. W momencie, kiedy były nieruchome znaczyło to, że po prostu chce uniknąć patrzenia na mnie. Słusznie. Czasami wilki mi mówią, że moje oczy potrafią zajrzeć im w głąb duszy, albo nawet przejrzeć ich na wylot. Ale czy to moja wina, że zostawiają tyle ważnych informacji na ich temat w swoim otoczeniu? 
- Biały Bór, SilverScythe, pierwszy dom po lewej, wielka posiadłość, łatwo zauważyć... - wyrecytowałem jak z książki, przy okazji udając, że skupiam większą uwagę na dokładnych oględzinach moich pazurów. 
- Huh? - widząc kolejną lekko zdziwioną minę wilczura, prawie wybuchnąłem śmiechem.
- Tam mieszkam - odpowiedziałem obojętnie i puściłem Hunter'owi przelotne spojrzenie, chcąc mu uświadomić o jego poziomie intelektualnym. 
- Ah. Wybacz. Mógłbyś wyrażać się konkretniej...
- Mógłbym, mógłbym, ale widzisz mój drogi... - przerwałem i zacząłem wpatrywać się w niebo, udając, że przeszukuję moją pamięć w poszukiwaniu jakiegoś słowa.
- Hunter - podpowiedział ze spokojem wilczur, mimo że doskonale pamiętałem jego imię. Przedstawienie się jednak jako roztrzepany głupek zmniejszy jego czujność w stosunku do mnie. 
- Właśnie, Hunter. Chodzi o to, że... aaa c.h.o.l.e.r.a* to - warknąłem i jednym zwinnym ruchem przeskoczyłem przez barierkę, upadając bezdźwięcznie obok niego. Od rana miałem w głowie pustkę, więc nie miałem ochoty na dalszą zabawę. Szczególne po tym jak musiałem sprzątać całe laboratorium, kiedy wybuchła mi kolejna substancja. Jej sprzątanie było tak uciążliwe, jak sprzątnie galaretki miotłą. Rozwaliłem się wzdłuż tarasu i głośno westchnąłem. 
- Trochę kultury? - spytał wilk, zarówno zdziwiony zmianą mojego zachowania jak i użytym przeze mnie słownictwem. Najwyraźniej był też trochę już tym zdenerwowany. Widząc jednak, że nie jest typem, któremu szybko 'puszczają nerwy' postanowiłem grać po swojemu dłużej.
- Aaa zamknij się, łeb mi od rana pęka... - mruknąłem leniwym głosem i obojętnie machając łapą. Spomiędzy kosmyków włosów ujrzałem jak jego pysk lekko się marszczy ze zdenerwowania.
- Kim ty właściwie jesteś? 
- Kimś, mój drogi, kto zdecydowanie nadużył ostatnio swojego szczęścia
- Co masz przez to na myśli? - wilk uniósł jedną brew, zaciekawiony moimi słowami. Punkt dla mnie.
- Nie dowiesz się, a ja ci nie powiem. Zdecydowałem zapomnieć o przeszłości
- To nie jest najlepsze wyjście. To prawda, Każdy z nas miał ciemną przeszłość, ale po to tu jesteśmy by uczyć się na błędach z przeszłości i zacząć nowe życie
- Hehhhe - zaśmiałem się cicho. - Nie wiem kim byłeś - a właśnie, że tak. Twoja postawa doskonale to pokazuje. - Ale czasami po prostu lepiej jest zapomnieć
- Nieprawda
- Nie drocz się zemną - zaśmiałem się ponownie, lekko kopiąc go jedną łapą. - O, nasza droga Alficzka przybywa
- Masz na myśli Roxolanne? - spytał Hunter dokładnie w momencie, kiedy zza drzew wyłoniła się czarno-złota wilczyca. Jak widać słysząc słoniowe kroki stąpające przez las nie myliłem się co do osoby, która je stawiała. Uśmiechnąłem się delikatnie, nie unosząc głowy. Móc wieść spokojne życie, to coś niesamowitego.



<Hunter> 

*ah, ta cenzura...

Od Huntera C.D. Ruka/Roxolanne

Obudziłem się. Promienie słońca świeciły mi prosto w oczy, oślepiając mnie. Przewróciłem się na drugi bok, próbując znów zasnąć. Chwila… chwila! Już ranek! „Hunter, Ty głupcze… powinieneś już dawno wstać!” – Ganiąc się sam w myślach zerwałem się z mojego posłania. Należało mi się porządne lanie, żaden doradca przywódcy tak długo nie śpi! Wybiegłem z chaty, pozostawiając za sobą głuchą ciszę. Zauważyłem basiora rozmawiającego z Roxolanne. Wilk wyróżniał się białym futrem i czarnymi odmianami. Podszedłem bliżej.
- Coś mnie ominęło? – Próbowałem nie pisnąć ani słówka o tym, że zaspałem.



< Ja wiem, że krótkie. Wiem, ale mi nie idzie ;_; Bo nie wiem co napisać. >

niedziela, 7 lutego 2016

Od Ruki


Gdy spaceruję przez las słyszę wasze kroki, 

pełne bólu i cierpienia,

pełnie chciwości i udręki.


Zatrzymuje się, rozglądam dookoła.

Szukam was, tych którzy dawno temu opuścili mnie. 

Słyszę, lecz nie widzę, 

widzę, lecz nie słyszę.


Wyciągam przed siebie łapę,

próbując chwycić wasze zanikające w oddali głosy. 

Was jednak tu nie ma,

wasze wspomnienia przelatują przez moją sierść,

niczym wiatr przez pole pszenicy. 



Unoszę moją głowę,

wołam was.

Nie odpowiadacie,

przeminął wasz czas.



Coraz trudniej mi stawiać każdy krok,

każdy oddech przynosi ból.

''Dokąd zmierzam?'' pytam sam siebie,

podążając za waszymi głosami.



Ciemność ogarnia las,

jak noc ciemna po dniu srebrzystym nadchodzi. 

A może to moje oczy zmęczone,

mgłą czarną jak smoła zachodzą?



Opadam z sił, 

moje łapy łamią się jak patyki.

Upadam na ziemię,

lecz nie czuję bólu.



Unoszę głowę,

nastawiam uszy.

Słyszę głosy,

chcę im odpowiedzieć.



Lecz nie mogę,

bowiem mój pysk zamilknął już wiele lat temu,

bowiem ja, znękany,

psem uległym mego pana jestem nazywany.



Głośno westchnąłem i odłożyłem pióro na leżącą koło mnie chustkę. Przyjrzałem się wersom liter, starannie wykaligrafowanych. Delikatnie przejechałem łapą po stronicy, jakbym chciał poczuć siłę zawartą w tamtych słowach. Kochałem swoje dawne życie. Robiłem to co kochałem. Wykonywałem czyjeś rozkazy, mimo że sam byłem niezależny. Teraz jednak nie mogę już tam wrócić. Uśmiechnąłem się delikatnie i oparłem głowę na łapach, wpatrując się w balansujący w kominku ogień. Przez jeden, jakże drobny błąd straciłem wszystko. Pracę, dom, pracodawcę, podległe mi armie i coś co kochałem. Tak samo, w jednej krótkiej chwili zyskałem to wszystko, tylko inaczej. Mam swój dom, miejsce do którego należę, watahę i coś co kocham, spokój. Życie w ciągłym stresie i najwyższej czujności podobało mi się, jednak kiedy znudzę się jedną zabawką, wyrzucam ją żeby znaleźć inną. Nie ma dla mnie znaczenia, czy podążam ścieżką dobra, czy zła, o ile będę miał z tego korzyści i zabawę. Nie obchodzi mnie dla kogo, jak i w jakim celu będę pracował. Nie mogę jednak powiedzieć, że jestem samolubny, ponieważ sam nie czerpię radości z robienia rzeczy na swoją korzyść. Mogę powiedzieć, że jestem jak maszyna ciesząca się z czyjegoś cierpienia. Czerpiąca radość z oglądania popadających w ruinę rodów. Inni mówią, że nie jestem szczery ze sobą, że nigdy moja twarz nie przedstawia tego co myślę. To prawda, ponieważ jak przedstawić pustkę? Moja głowa została tak wypełniona kalkulacjami, obliczeniami, szczegółami i faktami, że w miejscu uczuć pojawił się tylko ten głos, którym określam swoje uczucia i który jest jedyną rzeczą, na podstawie której utrzymuję, że nadal jestem wilkiem. Takim zwykłym jak wszystkie. Potrafiącym kochać, płakać i współczuć. Przyłożyłem łapę do pyska, by stłumić wydobywający się ze mnie śmiech. 



'Czy ja kiedykolwiek przestanę się oszukiwać?'

Obserwatorzy

Szablon wykonany przez Jill