Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Mlasnęłam. Zachciało mi się pić. Otworzyłam oczy i zmarszczyłam brwi próbując sobie skojarzyć; gdzie jestem?
Znajome ściany i meble. Wszędzie panowała jasność, oraz kwitły kwiaty. Jestem w moim pałacu w Dolinie Królów. Jednak w oknach były kraty. Przyjazne miejsce, mój własny azyl.. Nagle wydał mi się małą złotą klatką z której nie ma ucieczki. Zrobiłam to, co akurat wydało mi się najsensowniejsze po walce z Bóstwami. Podeszłam do źródełka i zaczęłam pić.
Kątem oka zauważyłam strażnika stojącego przy drzwiach. Podeszłam do konia odwróconego tyłem. Był to mój... Em.. przyjaciel.
- Już się obudziłaś. - uśmiechnął się.
- Nie rozumiem. Tak okropnie Cię potraktowałam, a Ty jesteś tutaj i jeszcze ze mną rozmawiasz. - zmrużyłam oczy próbując ogarnąć jego myśli.
- Milknij, bo się rozmyślę. - przewrócił oczyma przyprawiając mnie o śmiech.
- Co się stało? - chwyciłam się za wciąż pobolewającą głowę.
- Dostałaś silne środki nasenne i na uspokojenie. W sali tronowej narobiłaś niezłego zamieszania. Spałaś trzy dni.
- Uuu.. - skrzywiłam się. - A Ember?
- Siedzi naburmuszona przez ten cały czas. Uraziłaś jej dumę.
- Hah. Stara padlina.
- Nie mów tak. Jest Twoją prababką. Zasługuje na trochę szacunku.
- Zabiła mojego przyjaciela. Od początku jej nie pasował. - naburmuszyłam się przełykając.
- Ja.. Wszystko już wiem. Ale... wejdźmy do środka. - ściszył głos. - Wilki w ścianach. - puścił mi oczko. Obydwoje wiedzieliśmy co to znaczy.
Gdy rozsiedliśmy się na kanapie, zaczął mówić: [...]
Paloo opowiedział mi o wszystkim, o czym się dowiedział. O charakterze Moona i jego odpadkach, o czynach Ember..
- To niemożliwe. - kiwnęłam przecząco głową patrząc gdzieś w podłogę.
- To wszystko, co wiem. - wzruszył ramionami
- On nie mógł być odpadkami charakteru Moona! - spojrzałam na niego jak na wariata.
- Niestety, to prawda. - Jego wyraz wskazywał tlko na jedno. Mówił śmiertelnie poważnie.
- Na pewno znajdzie się sposób, aby on wrócił.
- Nie ma. - oznajmił stanowczo.
- Paloo.. Proszę. - spojrzałam na niego błagalnie. - Ja muszę go zobaczyć.
- Dlaczego jesteś aż tak naiwna? TO COŚ... on... ON... - poprawił się - nie miał uczuć. Miał Cię za nic. Dlaczego chcesz go na siłę odzyskać?
- Nie zrozumiesz mnie, Paloo. Nikt mnie nie zrozumie. Nawet ja sama. Po prostu muszę... Paloo... - uśmiechnęłam się do niego.
- Co? - zmrużył oczy.
- Ty doskonale wiesz co.
- westchnął wiedząc, że nie odpuszczę. - Jest jeden sposób. - oznajmił niepewnie.
Popatrzyłam wyczekująco w jego oczy.
- Ale jest to prawie niemożliwe i bardzo niebezpieczne. - spojrzał z rezygnacją w dół.
- Paloo.. - przywróciłam go do porządku.
- Musimy się stąd wydostać. W Dolinie mieszka jeden koń, który potrafi robić takie rzeczy. Stary nekromanta. Nikt nie wie, ile on ma na prawdę lat. On sam przestał już liczyć. Podobno rodzina Acoose. - zaczął mówić z pasją w oczach.
- Prowadź.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz