- Roxolanne. - wstała Bogini słońca patrząc na mnie krytycznie. - Co to ma znaczyć?
Zignorowałam ją.
Nim doszłam do Pani Nirvany, zaczęłam rzucać w nią wszystkim, co miałam do zaoferowania w asortymencie. Wszystkim, co tylko miałam w zanadrzu. Wszystkimi zaklęciami. Bogowie wstali i przyglądali się z minami oburzenia nie robiąc nic. Sun widocznie domyśliła się o co chodzi i usiadła, bezradnie patrząc.
Ember wyciągnęła swój miecz i zaczęła łamać nim moje zaklęcia, jakby były one dla niej tylko papierowymi samolocikami, lub kulkami z papieru. Wtedy ze wściekłością rozpędziłam się i rzuciłam się na nią powalając na ziemię.
- Jak mogłaś?! TO BYŁ MÓJ PRZYJACIEL!!! - wykrzyczałam okładając Boginię. Cios za ciosem nie przestając ani na chwilę.
Jej miecz sunął się po szklanej podłodze jakieś osiem metrów od Nas.
- Jesteś teraz bezbronna, co? - zaśmiałam się nerwowo z satysfakcją kładąc kopyta na jej szyi.
Wiedziałam, że posiada coś, czego ja nie. Nieśmiertelność. W głębi siebie czułam jednak, że muszę tak zrobić. Zdawałam sobie też sprawę z tego że robiąc to, mogę stracić wszystko. Nawet życie. Pośmiertne życie w Dolinie Królów. Mogę też wylądować na skale obok Jaspera. Bogowie wiedzą jakie jeszcze kary spotykają takich ludzi jak ja.
Podbiegł do nas Paloo i próbował mnie odciągnąć. Nie dał jednak rady.
- Jak mogłaś?!! - zaczęłam płakać.
Podbiegli inni Bogowie, wśród których straciłam siły i mnie odciągnęli. Patrzyłam na nią z nienawiścią.
- Puśćcie mnie! Ignoranci! Egoiści! Wszyscy jesteście siebie warci! W Dolinie Królów nie powinien zasiadać żaden z Was! Uczucia zwykłych koni się dla Was nie liczą! Bo po co!? Kolejny koń stracił życie! HA HA HA!
Zwariowałam. Jestem cholerną idiotką.
- Lanne, błagam, opanuj się! - krzyknął Paloo po raz ostatni.
On już wiedział co mnie czeka.
- Taki z Ciebie przyjaciel od siedmiu boleści! Jesteś taki sam jak oni!
Wtem zaczęło mi się kręcić w głowie. Przed oczami pojawiła się mgła, a ja z hukiem upadłam na podłogę.
kochane przez wszystkich; CDN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz