niedziela, 1 maja 2016
Od Hunter’a C.D Megami
- Kim jesteś? – Przyjrzałem się dokładnie waderze. Jej sierść była granatowa, grzywka czarna, posiadała charakterystyczną czerwoną chustkę na szyi, turkusową wstążkę wplątaną w ogon i trzy piórka tego samego koloru przy uchu.
- Na imię mi Megami. – Powiedziała, jak się okazało Megami, ostrożnie, ale wyglądała na wilczycę chętnie zawierającą nowe znajomości.
- Chciałbym cię uświadomić, że jesteś na terenach Watahy Heaven Overhill, jeleń w takim razie należy do nas, a ciebie nie powinno tu być. Jestem Hunter. Pozwól, że zaprowadzę cię do samicy Alfa. – Powiedziałem oschle i tak się również przedstawiłem. Nie czekając na odpowiedź, ruszyłem w stronę Centrum Watahy, gdzie znajdowały się wszystkie szałasy i gdzie spodziewałem się zastać pozostałych członków – Greenie, Roxo i Rukę. Bezszelestnie poruszaliśmy się po Lesie Kaskady. Nie zamierzałem ociągać się podczas podróży, ale samica była wykończona, co uniemożliwiało bieg. Powoli podążała za mną, widocznie pokładając zaufanie, że zaprowadzę ją do bezpiecznego miejsca. I być może miała rację. W lesie słychać było tylko świergoty ptaków, ewentualnie odgłosy łamanych patyków po drodze. Wadera mimo wszystko była zwinna, więc nie poruszaliśmy się tempem wilków – seniorów łagodnie mówiąc. Delikatny wietrzyk mierzwił moją sierść (jak i mojej towarzyszki) dając złudzenie, że jestem większy. Było mi to na korzyść, nie miałem na co narzekać. Powoli las przerzedzał się, do polanki jeszcze niewiele nam zostało.
- Mam rozumieć, że nie należysz do żadnej watahy? – Zadałem pytanie Megami i skierowałem głowę w jej stronę. Ona zaś pokiwała tą częścią ciała, a ja, potknąłem się. Dokładniej o duży korzeń jeszcze większego drzewa. Tak to jest, gdy patrzy się w tył. Przewróciłem oczami i podniosłem się z ziemi. Wpadka przy prawdopodobnie nowym członku stada, nie mogło być lepiej, nie mówiąc o tym, że jestem Doradcą Przywódców, a w chwili obecnej Przywódczyni. No ale cóż zrobię, zdarza się, a nie mam zamiaru fatygować wilka o żywiole natury, by przestawił drzewo, bo po co? Gdybym się rozejrzał i nie patrzył w tył, nie zaliczyłbym tego upadku. Mniejsza. Wkraczaliśmy na teren polanki. Z daleka widziałem Roxolanne bawiącą się stokrotką rosnącą samotnie na trawie pokrytej rosą. Urywała białe płatki, aż pozostał sam złociutki środek, który pozostawiła w spokoju. Podszedłem z nowoprzybyłą bliżej. Lanne podniosła się z ziemi i przenikliwym wzrokiem przejrzała waderę na wylot. Nim zdążyła zadać pytanie, oznajmiłem, kto tu jest i dlaczego.
- Znalazłem ją wykończoną na terenie naszej watahy, przelatywałem niedaleko w drodze na Kwiecistą Łąkę. Na imię jej Megami, watahy nie ma… - znacząco popatrzyłem na samicę Alfa.
- Być może… chciałabyś przyjąć zaproszenie do dołączenia do naszej nielicznej jeszcze watahy? – Roxolanne spróbowała się uśmiechnąć. Wiedziałem, że nie przychodzi jej to z łatwością. Ale udało się. Wadera entuzjastycznie pokiwała głową, chyba zbyt przejęta, by odpowiedzieć słowami, lub zbyt zmęczona.
- Możesz wybrać jeden z dostępnych szałasów. – Wilczyca od razu oglądała wszystkie wolne mieszkania, zajęło jej to około dziesięciu minut, ale przynajmniej zdecydowała się na coś w ciągu jednego dnia.
- Chodź, pokarzę ci kilka praktycznych miejsc. – Odwróciłem się i na myśl przyszło mi Jezioro Lodu. Co jak co, ale każdy wilk, powinien wiedzieć, gdzie może się bez problemu zaspokoić problemu nie obawiając się, że tereny mogą być zajęte przez inną watahę. Wilczyca posłusznie podążała za mną nic nie mówiąc. Nadal była zbyt słaba, by iść trochę szybciej niż wcześniej. Przynajmniej się rozejrzy, może coś z tego wyniknie. Nie zważałem, jak zachowuje się Megami, jak zwykle zadawałem sobie w myślach dziesiątki, może setki, pytań. Teraz natomiast zastanawiałem się, co nadejdzie po śmierci. Według wierzeń Acoose zabierze moją duszę gdzieś… no właśnie nie zagłębiam się w modły do wilczych, a zarazem końskich bożków. Nauczyłem się żyć bez ich pomocy, choć nie zaszkodzi pomodlić się do nich raz na jakiś czas. Śmierć wydawała mi się taka odległa, nieznana, lecz niestraszna. Każdy z nas schodzi na ten świat z jakąś misją. I nie zejdzie stąd, póki tego zadania nie wykona. W czasie śmierci możemy mieć tylko poczucie, że zrobiliśmy co do nas należy. Nie potrzeba się niczym innym martwić, nic poza tym nie jest ważne. Z zamyślenia wyrwał mnie plusk wody, spostrzegawcza wilczyca zauważyła już Jezioro Lodu i weszła na jeszcze małą głębokość sięgająca jej do ‘ramienia’ (to prowizoryczny koniec wilczej łapy, kość sięga nieco dalej, ale nie będę robić Wam wykładów na temat wilczego szkieletu). Od razu spróbowała wody. Równie dobrym pomysłem jest pokazanie jej Gór Mglistych. Dobre miejsce, jeśli chce się przemyśleć trudną sprawę. Ale chyba nie będę jej odbierał możliwości odkrycia tych miejsc.
- Myślę, że z czasem odkryjesz ciekawsze miejsca w watasze. Jeśli chcesz, mogę cię do nich zaprowadzić, ale to twoja decyzja. – Zaproponowałem tym samym spacer waderze, warto znać inne wilki w watasze, ‘będę na bieżąco’. – Jeśli tak, chciałbym, byś opowiedziała coś o sobie. Historię, jakiego stanowiska oczekujesz… co ty na to?
- Jasne. – Wilczyca bezproblemowo przyjęła zaproszenie, chyba będzie ciekawie. – Daj mi tylko trochę czasu, chcę to jakoś ubrać w słowa.
Rozumiałem, że może nie chcieć improwizować, miała do tego prawo, a ja nie chcę na nią naciskać. W milczeniu przebyliśmy ładną drogę do podnóża Gór Mglistych, wiosna budziła się do życia, a tym samym coraz częściej słychać było świergot wesołych ptaków budujących gniazda, lub swobodnie latających tu i tam, nie brakowało skocznych zajączków wyprawiających harce, jednak na nasz widok uciekały do swoich przytulnych, ziemnych norek lub w głąb lasu. Może i jesteśmy magicznymi wilkami, ale nie zmienimy naszego wilczego instynktu nakazującego polowanie na takie zwierzęta, chociaż zdecydowanie wilki lubują większe kąski. Posiłek nasz jest zazwyczaj mięsny, rzadko kiedy przez gardło do przełyku przejdą nam wszelkiego rodzaju zielska, za którymi ja osobiście nie przepadam. Nieświadomie wzdrygnąłem się na myśl o ich smaku. Megami na szczęście (!) zajęta była obserwowaniem małego wróbelka, zaczepiającego ją delikatnymi uszczypnięciami w ucho. Uśmiechnąłem się delikatnie. Potencjalna przystawka była jej zabawką, a raczej towarzyszem zabaw, który figlarnie ją zaczepiał, aż do końca podróży pod podnóża Gór Mglistych.
- Myślę, że teraz już wystarczająco się namyśliłaś. Chcesz już zacząć?
< Megami? >
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz